Kiedyś ten dzień musiał nadejść... Zjadałam Żabę... a właściwie nawet kilka. Zdjęć żab samych w sobie nie ma bo są średnio estetyczne (takie małe nóżki...)
Zastój na blogu wziął się stąd że już myśłami jestem w Polsce... No i również stąd że staram się wykorzystać ostatnie chwile we Francji i robi się już krótko z czasem... No ale oto nasza niedzielna wycieczka do Besancon
Cytadela
czerwone dachy Sisley'a
I pan Vabun który cytadelę zbudował (strateg Ludwika XIV, nastawiał tych cytadeli w całej Francji)
A w cytadeli jest zoo i muflony w fosie
I cała masa różnych innych zwierzaków
Są też robale... A ekspozycja dość ciekawie zaaranżowana (dobitny przykład co się stanie jak się nie będzie sprzątać...)
I mrowisko do którego można zajrzeć od środka
I małe kolorowe żabki...
I Kicie!!!!
A to zwierzątko nie pamiętam jak się nazywało, ale najwyraźniej mu się przysnęło na siedząco...
No prawie jak Buguś...
Młode flamingi są wyjątkowo ładnie zgrane kolorystycznie, mogłabym mieć szal w takich kolorach.
Karolina fotografująca mech
Oraz mech we własnej osobie
Są też plansze dla niewidomych... Co prawda przy klatce z małpami jest opis papugi, no ale cóż...
Papugi są kawałek dalej, ta wisiała w dość dziwnej pozycji...